Dlaczego rozumiem paraliżujący strach przed mówieniem po angielsku? Bo sama przez to przeszłam! Lektorka? Lektorka, która zna kilka języków? To prawda, było ciężko i mam na to świadków, jeśli nie wierzycie
Historia była w skrócie następująca:
Już w podstawówce przestałam ogarniać angielski w szkole, moje prace domowe odrabiała często moja chrzestna, do której chodziłam przed szkołą. Nawet nie pamiętam, kim był nasz nauczyciel.
Mój stosunek do angielskiego: Nie lubię, stresuje mnie, nie chcę się tym zajmować, pewnie jestem głupia.
Szło mi tak kiepsko w gimnazjum (tak, tak, jestem pierwszym rocznikiem gimnazjum), że rodzice zapytali mnie, czy nie chciałabym pójść na kurs językowy. Było mi głupio, że tak nie nadążam, więc poszłam na kurs. Chodziłam wiele lat.
Mój stosunek do angielskiego: idzie mi lepiej, lubię chodzić na zajęcia, lubię moją lektorkę, jest wesoło, zaczynam się angażować, odnoszę pierwsze sukcesy.
Na kursie musieliśmy jako grupa powtórzyć cały semestr, bo byliśmy za słabi na następny semestr
Mój stosunek do angielskiego: nie przeszkadza mi to, że powtarzamy, już lubię angielski, wychodzi mi, staram się, jak mogę, dostaję A na egzaminie FCE.
Jeden krok do przodu, dwa to tyłu. Pierwszy raz w Londynie – byłam tak zestresowana, że nie byłam w stanie (mimo już chyba zdanego FCE) komunikować się na miejscu – wszędzie zastępowała mnie młodsza siostra, a rodzice załamywali ręce.
Mój stosunek do angielskiego: wiem, że umiem, ale boję się mówić, obrażam się kiedy ktoś mnie zmusza, potrzebuję czasu.
Zdaję maturę. Z angielskiego idzie mi świetnie. Pakuję się i jadę do Londynu pracować jako au pair. Pracuję z rodziną, która nie zna polskiego, muszę mówić po angielsku, powoli odblokowuję się. Ćwiczę dużo przez całe lato z dzieciakami i nowymi koleżankami.
Stosunek do angielskiego: Kocham! Chcę więcej! Jestem w tym dobra!
Uczę się na studiach i trochę w Wawrzonku, ale w głównej mierze sama. Zdaję Cambridge Proficency (najwyższy poziom C2), kończę studia, zaczynam uczyć.
Biorę na warsztat inne języki, skoro z jednym się udało – dlaczego mam sobie nie dać rady z innymi? Uczę się francuskiego, bułgarskiego, serbskiego, węgierskiego, rosyjskiego, tureckiego, mandaryńskiego. Z nauki niektórych niewiele wychodzi, ale fun z uczenia się mam do tej pory! A czy nie o to również chodzi?
Jak widzicie, to była bardzo długa i wyboista droga. Ile godzin do C2? Tysiące. Czy znając tę historię powiedzielibyście, że mam talent? Czy w ogóle coś takiego jak talent istnieje?
Czy moja droga mogłaby być krótsza? Z pewnością. Ale częściowo w konsekwencji tych doświadczeń powstała moja recepta na nauczanie.
Na moich zajęciach uczymy się:
- w spokojnej i wesołej atmosferze,
- bez bezsensownej presji,
- budując motywację przez sukces,
- bez ciągłych testów,
- tworząc środowisko pracy zgodnie indywidualnymi możliwości każdej osoby,
- wspierając osoby z diagnozą dysleksji,
- rozmawiając po angielsku od pierwszych zajęć,
- z zaangażowaniem,
- z szacunkiem do tempa każdego ucznia – bo każda droga do sukcesu jest inna.
Jeśli chcesz, aby Twoje dziecko wreszcie zaczęło osiągać pierwsze sukcesy w nauce angielskiego – napisz do nas!

